Ryzyko wolności

Wpisy

  • sobota, 15 czerwca 2013
    • Samotność

      Człowiek potrzebuje witamin. Potrzebuje słońca.

      Przestrzeni potrzebuje, potrzebuje praw;

      Własnej wartości potrzebuje, bez umiaru; końca.

      Czasem nienawiści, choć częściej potrzebuje braw.

       

      Potrzebuje samochodu, domu, ogródka z ogrodem,

      Człowiek potrzebuje się poczuć, jak ktoś wyjątkowy…

      Człowiek potrzebuje, by nie czuć go smrodem

      Chocia smród się wydziela nabrzękły, niezdrowy.

       

      Człowiek potrzebuje, aby wygrać w lotka;

      Potrzebuje strasznie celebrytą zostać.

      Człowiek  nie odmówi, gdy dobre go spotka.

      Człowiek zawsze woli posiedzieć, niźli miałby postać.

       

      Człowiek wszystkiego takie pożądanie czuje:

      Że przyznać się do jednego zaiste nie umie…

      Tylko innego człowieka człowiekpotrzebuje.

      Wywyższ się miłości, a klękaj rozumie.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      simon.01
      Czas publikacji:
      sobota, 15 czerwca 2013 06:28
  • czwartek, 30 maja 2013
    • Cioteczka

      Droga Cioteczko, co Cię znać nie chcą, a udać się muszą, gdy w nagłej potrzebie;

      Ty, co się o Tobie nie wspomina przy stole – bo i nie wypada;

      Cioteczko nasza, dlaczego wszyscy chętnie pogrzebiemy Ciebie?

      Zapomnimy?  – Ty nie zapomnisz – cała dasz nam Siebie..

      A gdy kto przy towarzystwie o Twych losach wspomni;

      Naraz, jak trędowaty, w towarzystwie nietakt.

      Wszystkiego na tym świecie , oprócz Ciebie, pomni;

      Co to za towarzystwo, o TAKICH mówiące kobietach…

      Dzieci małe, ponoć nie zniosą, my mali – do Ciebie…

      Po co to roztrząsać, na co jątrzyć, na co snuć wspomnienia?

      Niech się ten, co łopatą zajmuje, w twoich trzewiach grzebie…

      Na co w dzień słoneczny ściągać smugę cienia?

      Nie chcemy Cię widzieć, chociaż żeś nam krewna;

      Wypychamy w miejsca ciche i na miast uboczu:

      Dla nas wieczności podniet jest przyjemność rzewna.

      A że Ty je wytrwale burzysz – niech Cię inni zoczą.

       

      My Cię nie widzimy i widzieć nie chcemy, takaś niewidzialna;

      Chociaż to rodzina, jakże kłopotliwa,

      Śpieszymy się wszędy, łapiąc życia ziarna.

      Nie będzie nam przeszkadzać Cioteczka zrzędliwa.

      W nadziei dziecka, łapiącego życia złote pasma,

      Zakrywamy oczy – ot, i już nas nie ma!

      Pokąd niepamięci, nadzieja nie zgasła!

      A Ty nas wciąż widzisz, żadnych sztuczek nie ma…

       

      A kiedy nadejdzie kres tych głupich wkrętów;

      Gdy się skończy fitness, reklamy, dziarskie życie w Słońcu

      Przyjdziemy bezpowrotnie, nie posłuchasz wstrętów.

      Od razu przygarniesz. I powiesz: no, w końcu!

       

      Bo chociaż wygnacie Cioteczkę na ciche przedmieścia;

      Choćbyście o niej zapomnieli, a imię klątwą objęli.

      Choćbyście ją przepoili omamienia treścią.

      Ona was przyjmie z radością. Każdemu pościeli.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      simon.01
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 maja 2013 03:33
  • niedziela, 19 maja 2013
    • [Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi]

      Co wykształceńsi  gardzą pospólstwem, znają wartość mitologii;

      W tych pięknych, czarnych literach: Antygona, Ajschylos, TRAGEDIA;

      Nie mieści się swąd palonego ciała, ból odmrożeń, skrwawione barłogi.

      Cóż to bowiem z upływem czasu znaczy, ta pusta ludzka komedia?

       

      Piękny topos zaiste: historia  jakąś tam nauką, esteci  stale jej głodni;

      Ale wyłącznie tacy, którzy  nie drwią z  pochodni.

      Pochodnie nie zawsze są takie same: nasze są lepsze w sposób oczywisty;

      Ich płomień jest świętszy – ich płomień jest zawsze czysty.

      ***

      Wystawić wszystkim pochodniom wspólną miarę;

      To jak jadać nożem rybę, jak dawać płytkiej prozie wiarę.

      Jeśli ma załkać historia, szlochać Olimp cały

      To przecie po Idei, Poecie – nie po ludziach małych.

      A wszak kimże byłby Poeta, jak pustym łaknienie

      Gdyby znów nie uwierzył, że to już Zbawienie?

      Gdyby swych lęków, uraz, złości, nienawiści,

      Nie hartował, doskonalił, nie sposobił, czyścił?

       

      ***

       

      Kto nie zna dialektyki dziejów, idei nie zapisał wprawnym w słowie piórkiem;

      Kto nie pracował w pocie czoła, za swym mahoniowym biurkiem,

      By budować idee, krwawy ich łachman pieścić w noc i we dnie

      Ten nie wzniesie się nad prostackie cierpienie plebsu, wahań nie odetnie

      Nie zrozumie nieśmiertelnego prymatu idej nad doczesnym truchłem,

      A już szczególnie truchłem prostactwa, na zew ich ogłuchłym…

       

      Ale nie myślcie sobie płytko:  ten się pewnie czuje.

      Ryzykując piórem – wszystkim ryzykuje.

      Narazi się, i owszem, gdy powinność wezwie

      lecz teraz jest potrzebny, by wiara nie sczezła.

      W czyichś niewczesnych obawach, w czyichś wątpliwościach

      Ma się zagubić Sprawa, skąpana w wartościach?!

      Wszak jest nieśmiertelna, tylko ona żyje!

      Platon już to wiedział: rzeczywistość gnije.

      To podłe odbicie, fałszywe cierpienie:

      Jakże to ma być warte, skoro marnym cieniem?

      Po cóż się rozpływać nad bólem utraty,

      Skoro ból jest prostaka – co to są za straty?

      Na cóż analizować cierpienia, słuchać tych lamentów,

      Skoro są tak trywialne wśród czasu odmętów?

      Jakże bierna jest ludzkość, niewdzięczna, w przyklęku!

      Jakże płytkie jest to to w swym kurczliwym lęku…

      Żadnej fantazji w tej mierzwie, szaleństwa, ambicji !

      By chronić, co najcenniejsze – martwych słów tradycji.

      By piękny schemat idei znów tworzył w amoku:

      By nabrał sensu i życia wraz ze krwią w rynsztoku.

      Nie rozumieją, plebejscy, potrzeby poświęceń,

      Nie pojmą, niczym krowa, że im bólu więcej,

      Tym bardziej misję bożą wypełnią, uwznioślać to musi -

      I tak martwi po urodzeniu – na poezję głusi.

      Nie znają wartości mitu, nie uczy historia:

      Ile może trwać ból po amputacji? A potem już gloria!

      Ile trwa ból po zgwałconej córce? Po spalonym synu?

      Zaprawdę: nie warto dać marności dla idej zaczynu?

      Kto pomny cierpień matek, kikutów, wyłupionych oczu?

      Kto całopalenia pamięta, groby jak miasta, gdzie się trupy tłoczą?

      Kto, jeśli nie chce historia, zechce zapamiętać,

      Że tam gdzieś potopiono te ludzkie szczenięta?

      Kto pamięta środki niegodne, kiedy cel jest szczytny?

      Ten, kto bluźni idei. Kto mało ambitny.

       

      ***

       

      Przecie i tak zostanie pamięć prawdziwej HISTORII:

      TRAGEDIA, wiersz nieśmiertelny, złote wersy glorii.

      Bo owóż Poeta wie to; moc ma stwarzającą,

      By jego idea przez wieki stała się wiodącą.

      I na nic mu wiedzieć bzdury, że policzono jej dni.

      Jak nieśmiertelna TRAGEDIA, tak jego idea chce krwi.

       

      ***

       

      Kto chce pamiętać o gaciach rekruta, gdy ten dawno w grobie;

      Zaprawdę, nie róbmy z historii podlotka, oszczędźmy znów sobie.

      Piękna, soczysta pogarda rozkoszą zbyt wielu już bogów

      Poeto! Chwytaj za pióro, kto wskaże ludowi wrogów?

      Żyd, kapepowiec, lewak; pedał, liberał, złodziej –

      Zaświadczy Pani Posłanka, Redaktor  i Ksiądz Dobrodziej.

      Niechaj nie ginie tradycja, Duch niech nie gaśnie przestary,

      Niechże Prawdziwe Wartości znajdą znów tłumne ofiary.

      Obłędny humor dziejowy, nigdy w dowcipie tym wyłom:

      Ileż się zmienić musiało, by znów się nic nie zmieniło…

      Jak kochać kazali czerwone, tak teraz każą brunatne.

      Że też to gładko tak chodzi i w mózgach uwiędłych nie zatnie!

      Żądaj wieszania ludu, bo starzec rokoszu łaknie.

      W żadnym ustroju ni czasie wroga ci nie zabraknie.

      I już się Poeta postara, by ludzie cokolwiek prości,

      Wiedzieli, że wojny trzeba, jak zwykle, w imię miłości.

       

      Gdy  chcemy wojny, rokoszu – chcemy dla ożywienia:

      Bo cóż jest warty ten naród, który się nie docenia?

      Nic tak tradycji nie pasie, jako te ludzkie szczątki,

      Dajmy więc wronom pokarm, a nowej historii wątki.

      Dajmy znów satysfakcję naszej przedwiecznej idei.

      Może na parę dekad jakoś się jeszcze ją sklei.

      Dajmy też wreszcie ziemi, czego tak  jej brakuje:

      Już wieku połowę bez mała krwi w sobie gęstej  nie czuje…

      ***

      Jak zaspokoić chucie starców, którym nie starcza podniet z patrzenia?

      Jakże zaspokoić łaknienie, co żąda krwi i cierpienia?

      Jaki etos zadowoli estetyczne chcenie?

      Ile setek, tysięcy, na całopalenie?

       

      Może kupieckim targiem – chociaż na połowę?

      Ile dzieci, jak w Powstaniu, ma znów złożyć głowę?

      Może poecie esteto, siejąc prac swych dary,

      Pominiesz choć kobiety - kto zrodzi nowe ofiary?

       

      ***

      I teraz uwaga, uwaga: chichot pokoleń zamarły…

      Na cóż potrzeba ofiar, na cóż oplujem znów karły?

      Jakaż to jest idea, co takich ofiar wymaga;

      Po cóż nam wszystkim rokosz i patriotyczna odwaga?

      Ano, moi kochani, jeśli jeszcze nie wiecie:

      To dla Jarosława. I tego, co był na lawecie.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      simon.01
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 maja 2013 23:23
    • Marcinku

      Syneczku, Tyś dla mnie  całym światem,

      Tyś moją nadzieją, mą dumą i moim spełnieniem.

      Cokolwiek wybierzesz, cokolwiek zrobisz zatem;

      Nie ma znaczenia, boś Ty moim śnieniem…

      Mógłbyś być głupi, chromy, serca pozbawiony;

      Okrutny, bezmyślny i pusty aż do dna:

      Nadal byłbyś mym skarbem, mym darem spełnionym;

      Boś Ty Synem moim, serca się nie odda.

      Ale Ty jesteś mądry, serca pełen, zdolen, pewien siebie

      Nie pozwala na takie nagrody życia mego suma.

      Nie zasługiwałem nigdy na Ciebie.

      Ale może dlatego taka mnie rozpiera duma?

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      simon.01
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 maja 2013 23:09
  • sobota, 20 kwietnia 2013
    • Przyjaźń

      Co los mi dał,

      Choć zabrać chciał,

      Daremnym zyskiem

      W morzu strat.

      Lecz jeśli mieć,

      To właśnie to:

      Tych parę twarzy, parę dat.

       

      A gdy i na Cię przyjdzie już

      Ten kres, co jeden, a powszedni

      Pomódl się raczej w intencji tych

      Co, choć w bogactwach, odejdą biedni.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      simon.01
      Czas publikacji:
      sobota, 20 kwietnia 2013 02:23
    • Wola

      Są ludzie twardzi, jak skały.

      Odporni na wątpliwości,

      Z energią prosto ze Słońca,

      Z wolą mocniejszą, niż kości.

       

      Tym rzeczywistość posłuszna,

      A los się plastycznie ugniata.

      Na nic nie braknie im czasu,

      Choć wciąż za mało im świata.

       

      A kiedy w szaleństwo wpadną,

      W szaleństwie swym niewzruszeni:

      Kark jeden czy milion ich nagną

      Aż zadrżą lub pękną u ziemi.

      I są też zamknięci w skorupie,

      Choć wewnątrz miękkomaślani.

      Tych rzeczywistość nie słucha

      Lecz się odbija na nich.

       

      Co światła w nowiu Księżyca,

      Woli w nich tyle – nie lepiej.

      Choć zmienić im tego nie sposób,

      Bo dla nich faktycznie los ślepy.

       

      Kochając człowieka, czy ludzkość;

      A niechby i rzeczy te obie,

      To jakże coś dać mają ludziom,

      Gdy nawet nie mogą dać sobie?

       

      A jeśli wybaczysz mi śmiałość

      (Boć lepsze ode mnie są sługi)

      Spraw Boże w swojej dobroci

      Bym nie był ni jednym, ni drugim.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      simon.01
      Czas publikacji:
      sobota, 20 kwietnia 2013 02:22
    • Praca

      Bo rzeczy wielkie przez rzeczy małe,

      A rzeczy małe, od tych najmniejszych.

      A jak coś czynić, czynić wytrwale,

      A gdy coś robić – zawsze, jak pierwsze.

       

      W świecie, gdzie brak już bezpańskich plaż,

      W świecie, gdzie wszystko już napisano,

      Milion już miało pomysł, co masz;

      Nim coś napiszesz – już grafomanią.

       

      Tam, gdzie oryginał, to kalkomania

      Nikt nie pamięta, od wieków ilu,

      W mrówczym zamęcie kombinowania

      - rekombinacji nie ma aż tylu.

       

      I chociaż obraz większy od życia,

      Umyka mrówkom, zbyt dla nich duży.

      Mimo, że całkiem nie do ukrycia:

      Istnieniu mrówek wszak on nie służy.

       

      Zatem nie znamy śmierci, choroby,

      Pustki, szaleństwa – bośmy normalni.

      Nie znamy głodu drugiej osoby.

      My. Sami w sobie. Oryginalni.

       

      „Non omnis moriar” – martwe złudzenie.

      I choć tak martwe, jakże konieczne.

      „Moriar” z pewnością coś niecoś zmieni,

      Lecz w końcu przecież „non” ostatecznie.

       

      A to jest banał, gorzki, zaiste

      (Prawda szpetnieje, gdy jest trywialna)

      Proporcja z dawna już oczywista.

      Talent, a praca. I dość jest marna.

       

      Dureń, to mówiąc, w oczach mądrzeje,

      Choć nie chce wiedzieć mędrzec, dlaczego.

      Bez pracy, żaden z nich nie istnieje.

      Istnieć przestaną także dlatego.

       

      Oto pułapka jest ewolucji;

      Kolejna złuda, że sam istniejesz.

      Miasto, maszyna, smród instytucji

      Nieco po tobie – też się rozwieją.

       

      Więc jeśli mamy tylko złudzenia,

      Może są dobre, dając nadzieję?

      Chcesz coś osiągnąć? Nie znaj wytchnienia.

      Już nie pamiętasz? Przecież istniejesz…

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      simon.01
      Czas publikacji:
      sobota, 20 kwietnia 2013 02:21
    • xxx

      Tak zawsze było i tak będzie. Świt, siódma rano.

      I wstają mgły, odżywa słońce

      Zawsze tak samo.

      Bo nie ma początków, za to zawsze końce.

       

      I było tak zawsze i zawsze tak będzie

      I wstaną mgły urocze, no i ptak zaśpiewa

      Czy coś się zmieni, kiedy cię ubędzie?

      Jakie i jak wysokie będą stały drzewa?

       

      Miliony istnień, i więcej zawodów,

      A jeszcze więcej nawet wciąż ukrytych marzeń.

      Co nas uchroni przed tą magią wschodów?

      Nieuchronność zdarzeń.

       

      Nadzieje, lęki, niepowodzenia

      Wszystko, co tworzy nasze jestestwo.

      Emocje. Czucie. Nieporozumienia.

      Czyste kurestwo.

       

      Żeśmy wszyscy śmieli mieć się wyjątkowo,

      Że nasze tu bycie, to zawsze świat cały.

      Takimi jesteśmy, jak i nasze słowo.

      Umarłe już u narodzin  te złudzenia chwały..

       

      Pająk rozdeptany,  dwa martwe motyle

      Wszystko na szufelkę, już na nic niezdatne

      Oto, co zostało – to było na tyle.

      Sameś jest stratny.

       

      Wszystko, co nas tworzy – i co tworzy życie

      Mrze, bo umrzeć musi – i nie będzie miary.

      Jeno pamięć zaniknie o kolejnym świcie…

      Nie będziesz już dla nikogo ni młody, ni stary.

       

      Ani kogo obejdzie, każdym nowym świtem

      Że mrą światy całe i  będą umierać.

      Miejże zatem los cały i pamiętaj przy tem

      Że świat ten nie istnieje. Bo umiera teraz.

       

      Stuttgart, 01.10.2012, rano

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      simon.01
      Czas publikacji:
      sobota, 20 kwietnia 2013 02:20
    • Córeczko

      Córeczko moja!

       

      Nie ma słów, w które bym mógł ubrać to, co czuję

      Córeczko moja

      Szukam rozpaczliwie słów i nie znajduję

      W Tobie moja ostoja.

      I nie chcę Cię obarczać tym brzemieniem, i ani mi to w głowie

      Tęsknota i ból i potrzeba kontaktu z Tobą

      Tylko w ciszy bolesnej i niewypowiedzianym słowie.

       

      Kiedy cierpię bez Ciebie, wiem, że to samolubne

      Bo ja stary jestem i przez świat zepsuty,

      Ale, żem Ciebie ostawił, choć dla duszy zgubne,

      Winien jestem strasznej, opętańczej buty.

       

      Bom ja rozmyślał wcześniej, nawet pewien byłem –

      Że to dla Twego dobra, że wyjeżdżam dla Cię;

      Ale z dniem każdym, choć przed sobą kryłem

      Bez Ciebie niźli zyskam, więcej ciągle tracę.

       

      Bez Twego śmiechu, spojrzenia, bez iskry,

      Bez Twojego lata, wiosny i  jesieni,

      Bez ufności, miłości, pereł śmiechu czystych,

      Nie wart nic jestem wcale, podobny do cienia.

       

      I żadna to ulga, ze Ciebie kiedyś nie było,

      Bo wtedy nie było i mnie.

      A choćby uczucie głęboko się skryło

      To drażni jak cierń: do Ciebie wracać chcę…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      simon.01
      Czas publikacji:
      sobota, 20 kwietnia 2013 02:19
    • Rok 2012

      Nie, nie skończył się świat.

      Czy dla ludu kamienne tablice, czy elektroniczne

      Wciąż zbyt mała oferta ostatecznych dat;

      Zapotrzebowanie wzrasta, końce będą  liczne…

       

      Ale cóż to ma za znaczenie, jakie treści niesie

      Co dzień kres dla milionów i bez szumu nawet

      Bez hałasu, kłopotu, kłopotliwych wzniesień:

      Ot, kolejny świat umarł – czarna dziuro, wet za wet!

       

      A tu byt się nie skończył, spodziewał kto tego?

      Zostawiłem żonę, syna, córkę – nie ma posad świata!

      Skoro ręce tylko lekko się trzęsą… i znikąd nadziei…

      Boże czy diable się zmiłuj – trwać to może lata.

       

      Niechże się rachunek w  banku wreszcie jakoś sklei…

      Jakem Synka mego widział, w burzy loków jasnych;

      Biegnącego ufnie, mój promyk nadziei;

      Jakem do Niego i żony wracał, już bez myśli własnych

      Bo mnie miłość dusiła: mieć przy piersi swoich!

      Jakem córkę trzymał całą w przedramieniu,

      Błękit oczu niewinnych wytrzymawszy ledwie;

      Szczęśliw w dzieci radości i powagi cieniu,

      Kiedy chłonęły słowo, wieczorem czy we dnie.

       

      Tako i wyjechałem – i nie skończył się świat.

      Ani dla mnie, ni dla mojej żony, ni dla dzieci moich:

      Choć pilnowaliśmy dat.

      Nie skończył się świat. Nie mam światów swoich.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      simon.01
      Czas publikacji:
      sobota, 20 kwietnia 2013 02:14